Na kalosiki chorowałam już dłuższy czas. Pogoda w Anglii jaka jest każdy wie- słynie ze zmienności i dużej ilości deszczu. Moje człapaki, w których przechodziłam okres gdy Londyn zaatakowała zima, cieplutkie, wygodne, emu-podobne na deszczu kompletnie się nie sprawdziły, dwa razy o mało co się nie zabiłam (podeszwa się wygładziła i mogłam się ślizgać po mokrej nawierzchni) nie wspominając o dużej chłonności wody- jak gąbeczka, a ja dużo łażę w ciągu dnia po dworze więc oglądając prognozę pogody na kolejne dni bez dłuższego namysłu udałam się na poszukiwania nieprzemakalnego obuwia- krótkich kaloszy.
Ze względu na bardzo okrojony budżet odwiedziłam sklepy, w których można obkupić się za niewiele. Na celownik poszły angielskie- ShoeZone, Store TwentyOne, Primark.
Pierw odwiedziłam ShoeZone- nic, kompletnie nic. Wszystko wiosenne, a to co zostało z kolekcji zimowej i jesiennej już wyprzedane, zostały same niedobitki.
Potem udałam się do StoreTwentyOne- lubię ten sklep, choćby ze względu na to, że bardzo często mają różne promocje. I w ten oto sposób z budżetem 30 funtów kupiłam 2 pary butów i dwie chustki, które skradły moje serce:-) Kocham wiosnę i letnie wieczory ze względu na możliwość noszenia chust, które potrafią ożywić nawet najzwyczajniejszy ubiór, nie wspominając o ich miękkości.
Właściwie na tym powinnam swoje zakupy zakończyć...ale.
Po drodze (o zgrozo, tak to się właśnie zaczyna- wystarczy, że coś jest po drodze;-)), a więc po drodze- Primark- inaczej Prajmani.
U pewnej znanej blogerki- a dokładniej u Ciasteczka KLIK dowiedziałam się kiedyś o kaloszach, które urzekły mnie niesamowicie: Mel Shoes- kalosze w wersji mini, z kokardką:-).
Można je zamówić online za 30 funtów plus koszt przesyłki, można też znaleźć w sklepach stacjonarnych tj. River Island, Office. Online to nie dla mnie, ja mam dziwne stopy z wysokim podbiciem i ciężko mi znaleźć takie które będą naprawdę pasowały do stóp, dlatego nie chcę kupować w "ciemno".
W River Island byłam, ale kaloszy brak. Musiałabym się wybrać do większego sklepy np. na Oxford, ale zupełnie mi w tym tygodniu to nie po drodze.
Wracając do Primarku- Ciasteczko w swoim poście wspominała że Primark ma w swojej ofercie podobne kalosiki (choć było to na jesień) do tych z kolekcji Mel.
Faktycznie, były bardzo podobne za 12funtów...w kieszonce tyle zostało.
Były różowe- słodkie, oj słodkie, ale co za dużo to nie zdrowo;-)
Były czerwone w białe kropki (bez kokardki)
I były te, na które się zdecydowałam- kolor miętowy, z kokardką i co zauważyłam dopiero w domu- świecące w ciemności...bajer. Zupełnie według mnie zbędny, ale podejrzewam, że nie będę miała za dużo okazji nosić ich w ciemności;-).
Porównując do Mel wiele im brakuje, ale mam nadzieję że sprawdzą się przy mokrej nawierzchni i nie dopuszczą do siebie wody od spodu.
I na koniec- za 2 tygodnie przeprowadzamy się do nowego miejsca- duży pokój, ogródek i możliwość zwiezienia mojego pupila z Pl.:-). Cieszę się bardzo z tego powodu, mam nadzieję że tym razem trafimy na ludzi, którzy będą szanować innych:-).
Lubicie kalosze?
Macie swoje ulubione marki?
Pozdrawiam!




